Polka Tulk to nie była najlepsza nazwa dla grupy mającej grać heavy metal. Chociaż z pewnością jej członkowie nie znali ani tej nazwy, ani nie wyobrażali sobie, jak potężny odłam rocka uda im się zapoczątkować. Jak wspomina frontmen zespołu Ozzy Osbourne, muzycy nagrywali wówczas w studiu naprzeciwko kina, w którym wyświetlano horror. Dlaczego ludzie płacą za to, żeby dać się wystraszyć? – zastanowił się gitarzysta. Wykorzystanie tego mechanizmu w muzyce okazało się być strzałem w dziesiątkę.

Fenomenalny sukces pierwszej płyty Black Sabbath opiera się na dwóch filarach. Pierwszy z nich to wymieniony powyżej pomysł. O ile wielu wykonawców w tym okresie wplatało w swoje utwory wątki okultystyczne, o tyle w tym przypadku cały album to muzyczna wariacja na temat estetyki gotyckiego horroru. Dzisiaj środki użyte w tym celu środki artystyczne raczej śmieszą niż straszą. Odwrócony krzyż z okładki, odgłosy grzmotów i bicia dzwonów otwierające album, okrzyki przerażenia w tekście utworu… kicz i pretensjonalność? Z pewnością. Ale trzydzieści siedem lat temu to było coś! Sabbath był świeży, kontrowersyjny, szokujący, wypełniał niszę na rynku, której istnienia nawet nie podejrzewano.
I na tym w zasadzie można by zakończyć rozważania, odnotowując jedynie rolę płytki w kształtowaniu muzycznej estetyki, gdyby nie druga podpora sukcesu zespołu. Muzycy Black Sabbath nie zaczęli wszak kariery w 1970 roku, przed heavy metalem grali bluesa, wykonywali covery ówczesnych artystów rockowych, interesowali się jazzem. Dzięki temu na debiutanckiej płycie, oprócz mrocznej atmosfery, prezentują doskonały , wypracowany wcześniej poziom techniczny. W dodatku, oprócz elementów konstrukcji utworu właściwych późniejszemu heavy metalowi, na płycie zdumiewa mnogość nawiązań do bluesa i jazzu. Niewiele tutaj powieleń schematu zwrotka-refren-solówka-koniec! Znajdziemy za to, zwłaszcza na drugiej stronie płyty, rozbudowane kawałki z mnóstwem improwizacji, nagłych zmian tempa i nastroju, popisów doskonałej gry na wszystkich instrumentach. Mam wrażenie, że w tym okresie twórczości muzycy nie byli jeszcze pewni, w którą stronę podążą w swojej karierze, oprócz świeżej estetyki rodem z tytułowego utworu zawarli więc na płycie mnóstwo materiału w ich dotychczasowym stylu gry.
Dzięki temu niezdecydowaniu jest to płyta niesamowita i niepowtarzalna – nikt i nigdy już tak nie grał, nawet sam Black Sabbath, który po sukcesie skierował się w strone klasycznego heavy-metalowego grania. Na tym albumie zderzenie mrocznego klimatu z jeszcze nie metalowym podejściem do kompozycji, techniki gry i instrumentarium dało połączenie jedyne w swoim rodzaju. Ta płyta to dokument narodzin nowego gatunku, coś jak amazońskie lądowe ryby – fascynująca przez swoją zawieszenie między dwoma muzycznymi światami. A przy tym, już niezależnie od kontekstu i gatunkowych szufladek, porcja muzyki, której słucha się doskonale.








24 styczeń 2007 o 12:19 |
Tak na marginesie, brzmienie Sabbsów to także dowód na to, jak wiele człowiek zawdzięcza technice: w tym konkretnym przypadku bodaj wrezarce, która pozbawiła Iommiego opuszków, co z kolei zaowocowało obniżeniem stroju gitar.
24 styczeń 2007 o 13:28 |
Słusznie prawisz. Natomiast przejęcie tego stroju w charakterze standardu w całym metalu dowodzi ich niesamowitego wpływu na rozwój ciężkiej muzyki.
25 styczeń 2007 o 9:20 |
A jaki renesans przeżyła dzięki nim gitara barytonowa
. Zresztą inne instrumenty przeszły swoistą rewolucję: kto czterdzieści lat temu napisał by w folderze reklamowym, że jakaś gitara “jest idealna do grania ciężkiej muzy” [(c)Mayones]?