Wiele zespołów grających folk w dowolnej odmianie podchodzi do zadania z pieczołowitością etnografa, odtwarzając muzykę wybranego regionu możliwie najdokładniej, tępiąc heretyckie wtręty rodem z innych miejsc i czasów. Takie podejście zyskuje im niezmienny poklask wśród garstki ortodoksyjnych fanów i murowaną nieobecność w świadomości masowego odbiorcy. Carrantuohill, najbardziej znany z polskich wykonawców muzyki celtyckiej zaczynał podobnie, lecz obecnie chadza własnymi drogami.
Trzy ostatnie płyty zespołu obrazują przemianę, jaka zaszła w ich podejściu do tematu. Between to muzyka celtycka w najlepszym gatunku, przetworzona przez osobowość muzyków i obficie wzbogacona ich własną muzyczną wyobraźnią, trzymająca się jednak szeroko pojmowanych kanonów. Na Inis zespół zaprosił do współpracy gości, tworząc płytę w zasadzie celtycką w formie, a popową w treści. Ostatni projekt zespołu to krążek Irishjazz, o którym tytuł mówi wszystko. Cała trójka albumów wydobyła Carrantuohill z folkowego getta i otworzyła na nowych odbiorców, zrażając jednak czasem ortodoksyjnych fanów. Wszystkie trzy płyty bardzo lubię i o wszystkich napiszę. Dziś – o drugiej z nich.
Kto interesuje się gatunkiem, od razu skojarzy Inis z analogicznym projektem innej folkowej gwiazdy – albumów The Long, Black Veil oraz The Wide World Over zespołu The Chieftains. Na tych ostatnich irlandzkie kawałki śpiewali między innymi Sting, Mick Jagger, Mark Knopfler i Sinead O’Connor. Na płycie Carrantuohill usłyszymy za to Annę Marię Jopek, Anitę Lipnicką, Pawła Kukiza czy Kubę Badacha. Polskie tłumaczenia tekstów są w większości zasługą świetnego Ernesta Brylla, choć do najlepszego moim zdaniem kawałka wykorzystano wiersz Leśmiana.
Chociaż utwory opatrzone są wyjaśnieniem “muz. trad.” lub “autor nieznany”, to ich aranżacja jest z gruntu nowoczesna. Oprócz tradycyjnego irlandzkiego instrumentarium, którym zespół biegle się posługuje (dudy, tin whistle, bouzouki) w utworach grają na równych prawach elektryczne instrumenty. Sekcja rytmiczna nie sprowadza się do zestawu bodhran plus łyżki, lecz posługuje się głównie współcześnie brzmiącą perkusją. Niektórych utworów, gdyby ukazały się na innej płycie, w ogóle można by nie podejrzewać o folkowe pochodzenie, tak wiele zawierają inspiracji popowych, rockowych i bluesowych. Całość okraszają smakowite dodatki, jak np. partia kwartetu dętego. Oczywiście, trzeba też zaznaczyć wkład zaproszonych wokalistów, najczęściej świetnie dobranych do śpiewanego kawałka. I tak, łotrzykowsko-barową opowiastkę prezentuje Paweł Kukiz, majestatyczny hymn Anna Maria Jopek, a miłosną balladę do własnego tekstu Anita Lipnicka.
Inis jest płytą w zasadzie popową, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, która mogłaby znaleźć się pod choinką jako prezent dla kogoś nie mającego z folkiem nic wspólnego. Kto zna oryginalne wersje utworów, powinien docenić pracę, jaką włożyli muzycy w przetworzenie ich na formę strawną dla każdego. Kto folku nie zna lub nawet nie lubi, usłyszy świetne i lekkostrawne utwory, których posłucha z przyjemnością.
Do obejrzenia – jedna z piosenek z Inis, wykonywana z Robertem Kasprzyckim. A o kolejnej płycie zespołu ze wspomnianych trzech napiszę jakoś w połowie tygodnia.







